Każdej jesieni wracacie do nas z tym samym niepokojem: włosów na szczotce jakby więcej, w odpływie prysznica robi się gęsto, a rano na poduszce zostaje kilka pojedynczych pasm. Zanim wpadniecie w panikę — spokojnie. Sezonowe wzmożone wypadanie to jedno z najczęstszych, a zarazem najbardziej naturalnych zjawisk. Ale bywa i tak, że to sygnał, którego nie warto lekceważyć. Zobaczmy, jak je odróżnić.

Ile włosów dziennie to jeszcze norma?

Zdrowa skóra głowy gubi średnio od 50 do 100 włosów na dobę. Brzmi dużo? W praktyce to garść, którą po prostu rzadziej zauważamy. Włos ma swój naturalny cykl: rośnie przez kilka lat, potem „odpoczywa” i wypada, robiąc miejsce nowemu. W tym samym momencie na Twojej głowie kilkadziesiąt tysięcy włosów jest na różnych etapach tego cyklu — dlatego codzienna utrata jest zupełnie niewidoczna dla gęstości fryzury.

Dlaczego jesienią wypada ich więcej

Na przełomie lata i jesieni większa niż zwykle liczba włosów wchodzi jednocześnie w fazę spoczynku. To pozostałość po mechanizmie sezonowym — organizm „zrzuca” część włosów, które latem chroniły skórę głowy przed słońcem. Efekt widać z opóźnieniem, zwykle we wrześniu i październiku. Taki telogenowy wysyp trwa kilka tygodni i sam ustępuje. Włosy odrastają.

Sezonowe wypadanie ma początek i koniec. Jeśli po 6–8 tygodniach sytuacja się nie uspokaja, to już nie jest „jesień” — to sygnał, żeby się przyjrzeć bliżej.

Kiedy zapalić żółte światło

Nie każde nasilone wypadanie jest niewinne. Umów konsultację trychologiczną, jeśli zauważysz którykolwiek z tych objawów:

  • wypadanie utrzymuje się dłużej niż dwa–trzy miesiące bez tendencji do wyciszenia,
  • przedziałek wyraźnie się poszerza, a skóra głowy prześwituje mocniej niż dawniej,
  • pojawiają się miejsca o widocznie mniejszej gęstości albo pojedyncze ogniska,
  • skóra głowy swędzi, piecze, łuszczy się lub jest tłusta mimo częstego mycia,
  • włosy stały się cienkie, słabe i łamliwe na całej długości.

Warto też pamiętać, że włos często reaguje na to, co działo się w organizmie kilka tygodni wcześniej: infekcję, gorączkę, dietę redukcyjną, stres, zmianę leków czy niedobory (najczęściej żelaza, ferrytyny, witaminy D). Dlatego trycholog pyta nie tylko o głowę, ale i o ostatnie miesiące Twojego życia.

Jak wygląda konsultacja trychologiczna

W gabinecie zaczynamy od rozmowy i wywiadu, a następnie oglądamy skórę głowy i włosy w powiększeniu — trychoskopem. To badanie bezbolesne, pokazuje kondycję cebulek, grubość łodygi, stan naczyń i mieszków. Na tej podstawie widać różnicę między przejściowym sezonowym wysypem a procesem, który wymaga planu pielęgnacyjnego, zmian w codziennych nawykach, a czasem konsultacji z lekarzem i badań krwi.

Co możesz zrobić już dziś

Zanim traficie do fotela, kilka rzeczy działa na korzyść włosów niezależnie od przyczyny:

  • nie szarp mokrych włosów — rozczesuj od dołu, spokojnie,
  • odpuść codzienne prostowanie i mocno ściągnięte kucyki,
  • zadbaj o sen, białko w diecie i nawodnienie — mieszek to bardzo „wymagający” narząd,
  • myj skórę głowy regularnie; brud i nadmiar sebum nie sprzyjają odrastaniu.

Nie zgaduj — sprawdź

Najgorsze, co można zrobić z niepokojem o włosy, to miesiącami zgadywać. Sezonowe wypadanie minie samo. Ale jeśli coś Cię niepokoi dłużej — nie czekaj, aż „samo przejdzie”. Im wcześniej poznamy przyczynę, tym łatwiej działać. W Love Hair łączymy fryzjerstwo z wiedzą trychologiczną właśnie po to, żebyś nie musiała wybierać między pięknem a zdrowiem włosa.

Masz wątpliwości co do kondycji swoich włosów? Umów konsultację w salonie w Dubinie lub Pępowie — przyjrzymy się temu razem.